W tym miejscu były ważne ankiety które blogger nam skasował

środa, 15 marca 2017

Pedofilia Instytucjonalna a psychiatria





Pedofilia psychologiczna


Ostatnimi czasy nasila się bardzo dziwna tendencja. Psychologowie i psychiatrzy zajmują się coraz mniejszymi dziećmi. Konsekwencją tego, będzie brak zdolności do rozróżniania przez nie:
kto jest ich opiekunem – urzędnik psychologiczny, czy rodzice?

Coraz częstsze rozmowy psychologów z dziećmi w szkołach, nasilone kontakty z etatowymi poszukiwaczami problemów, doprowadzą także do utraty przez dzieci, tak potrzebnej samodzielności – od małego wtłaczając je w role pacjenta i urzędniczego petenta.

Każdy kto nas diagnozuje i ocenia, z definicji obniża nam samoocenę. Do tego wszędzie tam, gdzie się wpuszcza psychologa, czyli forpocztę psychiatrii, tam z czasem pojawią się również lekarze, czyli ludzie wydający wyroki – rozdający diagnozy choroby psychicznej.

Wszystko z powodu faktu, że psychiatria jest uzależniona finansowo od istnienia i poszerzania zakresu chorób psychicznych. Ostatnio próbują oni nawet najzwyklej nieszczęśliwych ludzi, uznawać za chorych. Po prostu im więcej diagnoz, tym więcej psychiatrzy zarabiają na wypisywaniu leków leczących wyimaginowane pomroczności jasne, depresje, czy ADHD.
więcej tu:
http://tosterpandory.blog.onet.pl/2009/08/06/pedofilia-psychologiczna/

wtorek, 14 marca 2017

Co się stanie?



http://www.fluminalis.com/


Oto ogłoszono, że Francja chce usunąć z kalendarza święta katolicki i zastąpić je muzułmańskimi oraz żydowskimi. Święto to jest część rytuału i trudno sobie wyobrazić, by poważni ludzie oddający cześć Bogu i wychowani w określonej tradycji zgodzili się akceptować zasady swojej wiary tylko częściowo, bo tak im pozwala republika. Zechcą więc zapewne wymusić na republice dalsze ustępstwa, które podkreślałby wagę ich tradycji w wymiarze publicznym jeszcze mocniej. Tylko niewiele osób zdaje sobie sprawę, że tak zwana swoboda myśli i przekonań właściwa jest tradycji chrześcijańskiej. Pozostałe zaś, wymienione tu wyznania, to są po prostu rządy tajnych sądów kapturowych, opartych o bardzo surową regułę religijną. W zapisach tej reguły nie ma na przykład miejsca na wyobrażania w jakikolwiek sposób postaci Boga i ludzi. Ktoś powie, że istnieje kultura świecka. Nie istnieje. To jest jasne i tylko największym durniom wydaje się, że jest inaczej. Nie istnieje żadna kultura świecka, bo jej utrzymanie jest w wymiarze prostej praktyki codziennej za drogie. Kultura świecka, żeby funkcjonować musi podpierać się terrorem. Nie ma wyjścia i to było ćwiczone wielokrotnie. Bez terroru ludzie rozejdą się w różne strony i skończy się kultura świecka. Nie wiem dlaczego ludziom się zdaje, że tym razem będzie inaczej. Francja zaś stoi właśnie przed wyborem – albo terror muzułmański, albo terror świecki. Republika nie obroni swoich tak zwanych zdobyczy, bo nikt jej urzędników nie rozumie już dziś po co miałby ich bronić. Poza tym za organizacjami religijnymi, którym republika chce przychylić nieba, ustawią się wkrótce w kolejce inne organizacje, rządy i korporacje, zainteresowane rozwaleniem republiki i przejęciem jej aktywów. Jesteśmy w sytuacji analogicznej do sytuacji w Rosji przed I wojną światową. Wszelkie ustępstwa na rzecz rewolucji powodują nasilenie terroru. 

więcej na:
http://coryllus.pl/co-sie-stanie-ze-zbiorami-sztuki-chrzescijanskiej/

środa, 8 marca 2017

Wąskie gardło na szlaku wędrówek stad mamutów, a rola Ślęzy.



Jedną z najciekawszych zagadek lingwistycznych języków słowiańskich jest to, dlaczego wszystkie języki słowiańskie mają tę samą nazwę na słonia i to pomimo olbrzymiego terytorialnego zróżnicowania, gdzie przecież aż się prosi, aby każde z tych plemion wymyśliło sobie swoją własną nazwę na słonia, albo zapożyczyło od ludów które z tymi słoniami miały do czynienia. Tak się głupio składa że według „naukowców” Słowianie nie powinni mieć w ogóle nazwy własnej dla tego zwierzęcia ponieważ ono nigdy na ich terytoriach nie występowało. A tu masz babo placek, nie dość że własne określenie to jeszcze u wszystkich Słowian to samo. Wytłumaczenie jest takie, że „Słoń” to słowiańska nazwa mamuta i że Słowianie byli wyspecjalizowani w polowaniach na te zwierzęta. To oznaczało że słoń miał dla ich przeżycia egzystencjalne znaczenie. Wymarcie mamutów w Europie północnej było jednym z podstawowych przyczyn podjęcia przez Słowian dalekich wędrówek w poszukiwaniu zanikających stad. Te wedrowki zaprowadziły ich na Bliski Wschód, do Indii i do Chin gdzie mogli dalej polować, tym razem nie na mamuty ale na słonie azjatyckie. https://en.wikipedia.org/wiki/Sanxingdui Oczywiscie słowo słonina nie przypadkowo oznacza gruby tłuszcz zwierzęcy. Źródłem słoniny były dla pierwotnych Słowian mamuty czyli słonie i to źródło energii było dla nich podstawą egzystencji.









Zapieprz w Słupsku


piątek, 17 lutego 2017

Holokaust chrześcijańskich dzieci trwa setki lat


Cały artykuł pod tym linkiem: >>> http://www.bezc.pl/artykul/176/licencja-na-mord-rytualny

"[...]Otóż rzecz w tym, że w dalszym ustępie tekstu głównego, a także w odnośnych przypisach prof. Toaff jednoznacznie identyfikuje owego Mojżesza z Halle jako tego samego rabina, który w roku 1458 opuścić miał kraje niemieckie, aby przenieść się do Poznania, gdzie urzędował aż do śmierci w roku 1474. A zatem gminie żydowskiej w Poznaniu za panowania Kazimierza Jagiellończyka przez półtorej dekady przewodzić miał człowiek, który własnym imieniem ręczył za autentyzm i jakość suszonej krwi chrześcijańskiego dziecięcia oferowanej w Trydencie przez komiwojażera z Saksonii- ?? Oczywiście znane nam daty i inne okoliczności wykluczają osobisty związek Mojżesza z Halle z mordem Trydenckim – ale skoro wystawiał on takie „certyfikaty”, to czy mógł nie wiedzieć, czego właściwie one dotyczą? Oto pytanie dla badaczy – na razie bez przesądzającej odpowiedzi. To jednak nie jedyna nić wiążąca sprawę trydencką z Polską – oto bowiem Samuel z Norymbergi jako swego nauczyciela, tego, który przekazać mu miał tradycje i kanony owych krwawych rytuałów, wymienił Dawida Tewje Szprynca (David Tevel Sprinz). Prof. Toaff pisze, że w ów Szprync działać miał również w Poznaniu – dokąd udał się jako będący już w podeszłym wieku autorytet rabinacki w 1474 r. Być może Poznań nie był ostatnią stacją jego podróży, skoro Mejer Bałaban w swej „Historii Żydów w Krakowie i na Kazimierzu” wzmiankuje Dawida Sprinza jako przybyłego do Krakowa uchodźcę „wplątanego w okropny proces trydencki”.
Co skłaniało ludzi cieszących się takim autorytetem jak Mojżesz z Halle, a niemłodych już przecież, jak Dawid Szprync, do porzucania dotychczasowych siedzib i podejmowania tak dalekich, niewątpliwie dość forsownych podróży? Na to pytanie literatura przedmiotu nie przynosi zadowalających wyjaśnień – poza dywagacjami np. dotyczącymi mobilności w diasporze. Trzeba ze smutkiem stwierdzić, że dzieje Żydów w Polsce – zresztą nie tylko w XV w. – pozostają dla naszej historiografii terra incognita. Nadal niewiele, bądź zgoła niczego nie wiemy o wielkiej organizacji sieciowej, przez wieki działającej na polskich ziemiach. Nawet takie podstawowe opracowania jak właśnie Bałabana czy np. Graetza – istniejące już od dawna i dostępne w europejskich językach, także w polskim – nie są ani wykorzystywane, ani tym bardziej krytycznie rewidowane przez polskich badaczy. Opracowania nowsze nie przestają razić wtórnością i brakiem krytycyzmu względem przedmiotu badań.
Przykładem twórczość Hanny Zaremskiej z Instytutu Historii PAN, która sprawom kahałów i losom rabinów działających w Polsce właśnie w XV w. poświęciła już kilka tekstów – i tak się składa, że jeden z nich monografizuje właśnie sylwetkę Mojżesza z Halle w jego poznańskim okresie. W bibliografiach tekstów Zaremskiej próżno jednak szukać książki Toaffa – dlatego też i próżno oczekiwać, że udzieli nam ona odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy po przeprowadzce z Halle do Poznania rabin Mojżesz wystawiał dalej „certyfikaty koszerności” w rodzaju tego, który oglądać miał na własne oczy Samuel z Norymbergi, morderca rytualny z Trydentu? A Dawid Szprync, który Samuelowi tę tradycję osobiście ustnie przekazał – czy sam po ucieczce z Niemiec nadal ją praktykował w Poznaniu, czy Krakowie? Czy skoro własnym rabinackim autorytetem gotowi byli oni poręczać koszerność, tj. rytualną czystość procedury pozyskiwania tak pożądanego produktu – to czy nie zdaje się logiczne przypuszczenie ich zaangażowania w sam „proces produkcji” (którego opis darujmy tu sobie, odsyłając Sz. Czytelnika do lektury Toaffa)?Wniosek: i Mojżesz z Halle, i Dawid Szprync, a także ich uznani mistrzowie i koledzy-rabini, w rodzaju Izraela Isserleina czy Izraela MiBruny (z Brna) nie mogli pozostawać nieświadomi rzeczy – że zatem co najmniej pośrednio licencjonowali oni proceder, którego obłędną logikę i nieludzkie okrucieństwo ujawniają m.in. zeznania wykonawców nieudanej akcji w Trydencie[...]."

http://www.bezc.pl/artykul/176/licencja-na-mord-rytualny

Kto tak na prawdę konsumuje owoce pracy Polaków?

Wiem czy Wierzę?

Nie toleruję tatuaży ponieważ uważam że:

Uważam że najważniejsze przykazanie to: